Nowe obiekty przemysłowe – dlaczego problemy pojawiają się szybciej, niż zakładano?

Jeszcze kilkanaście lat temu wielu inwestorów było przekonanych, że jeśli budynek jest nowy, to przez pierwsze lata będzie można o nim właściwie zapomnieć. Wszystko przecież dopiero co powstało – ściany, instalacje, systemy – więc co miałoby się psuć?

Dziś coraz częściej okazuje się, że to podejście było zbyt optymistyczne. Problemy potrafią pojawić się już w pierwszym roku użytkowania. I nie chodzi od razu o spektakularne awarie, które zatrzymują produkcję na kilka dni. Częściej są to drobne rzeczy: coś nie działa tak, jak powinno, coś się przegrzewa, gdzieś pojawiają się przestoje. Same w sobie niewielkie, ale z czasem zaczynają naprawdę dawać się we znaki. 

Budujemy szybciej niż kiedyś – i to ma swoją cenę

Tempo, w jakim dziś powstają hale i zakłady, jest zupełnie inne niż jeszcze dekadę temu. Firmy chcą jak najszybciej ruszyć z produkcją, bo każdy miesiąc zwłoki to realne straty. Z kolei wykonawcy pracują pod presją terminów, dostępności ekip i ciągle zmieniających się cen materiałów.

W praktyce oznacza to jedno: bardzo napięte harmonogramy. Projekty są dopinane na styk, a na spokojne testowanie, poprawki czy dopracowanie szczegółów często zwyczajnie brakuje czasu. I to właśnie te „niedokończone” detale wracają po kilku miesiącach, kiedy zakład już normalnie działa i każda usterka zaczyna być problemem, a nie tylko punktem na liście poprawek. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego sektor budownictwa od kilku lat realizuje bardzo dużą liczbę inwestycji równocześnie.

Inni czytają  Producent palet, któremu można zaufać - SAS Group

Im nowocześniejszy budynek, tym więcej rzeczy może pójść nie tak

Dzisiejsze obiekty przemysłowe są naszpikowane technologią. Systemy zarządzania budynkiem, automatyka, rozbudowana wentylacja, monitoring, zabezpieczenia przeciwpożarowe – wszystko to sprawia, że hale są bezpieczniejsze i bardziej efektywne niż kiedykolwiek wcześniej.

Ale jest też druga strona medalu. Im więcej systemów, tym więcej punktów, w których coś może się „rozjechać”. Zwłaszcza gdy pochodzą od różnych dostawców i muszą ze sobą współpracować. Czasem wystarczy jedna niedopracowana konfiguracja albo źle ustawiony parametr, żeby w praktyce zaczęły się problemy z temperaturą, wilgotnością czy stabilnością pracy maszyn.

Starsze obiekty były pod tym względem prostsze. Może mniej wygodne i mniej energooszczędne, ale też trudniej było w nich coś źle ustawić jednym kliknięciem.

Plan na papierze rzadko wytrzymuje zderzenie z rzeczywistością

Na etapie projektowania wszystko wygląda logicznie i spójnie. Określa się liczbę linii produkcyjnych, przewiduje wielkość magazynu, planuje liczbę pracowników. Problem w tym, że biznes bardzo szybko się zmienia.

Często już po roku okazuje się, że produkcja rośnie szybciej, niż zakładano, pojawiają się nowe maszyny, a magazyn zaczyna pękać w szwach. I wtedy wychodzi na jaw, że instalacja elektryczna pracuje na granicy możliwości, drogi transportowe są zbyt wąskie, a wentylacja nie była projektowana na tak duże obciążenie. To nie znaczy, że projekt był zły. Po prostu rzeczywistość okazała się bardziej dynamiczna niż wszystkie wcześniejsze założenia.

Inni czytają  Nowa jakość w obróbce stali – jak technologia laserowa zmienia procesy produkcyjne

Coraz więcej firm myśli o hali jak o czymś, co musi się zmieniać razem z biznesem

Dlatego dziś przy nowych inwestycjach coraz częściej padają pytania nie tylko o to, ile będzie kosztować budowa i kiedy obiekt będzie gotowy, ale też: co będzie za trzy, pięć albo dziesięć lat? Czy da się tę halę łatwo rozbudować? Czy instalacje mają zapas? Czy układ przestrzeni można w miarę bezboleśnie zmienić?

To podejście powoli staje się standardem, bo firmy widzą, jak szybko potrafią „wyrosnąć” z budynku, który jeszcze niedawno wydawał się w pełni wystarczający. W tym kontekście coraz częściej pojawiają się hale przemysłowe w technologii namiotowej i konstrukcje modułowe. Jeszcze kilka lat temu kojarzyły się głównie z rozwiązaniami tymczasowymi, dziś coraz częściej pełnią funkcję pełnoprawnych obiektów magazynowych czy produkcyjnych. Ich największą zaletą jest właśnie elastyczność – można je stosunkowo szybko postawić, rozbudować albo przenieść w inne miejsce, gdy zmieniają się potrzeby firmy.

Wiele usterek ujawnia się dopiero wtedy, gdy zakład pracuje na pełnych obrotach

Na początku wszystko zwykle wygląda dobrze. Produkcja dopiero startuje, magazyn nie jest jeszcze w pełni zapełniony, a instalacje działają z zapasem. W takich warunkach nawet drobne błędy projektowe czy wykonawcze mogą pozostać niezauważone.

Inni czytają  3 sytuacje, gdy outsourcing etykietowania przedstawia idealne rozwiązanie dla Twojej firmy

Problemy pojawiają się dopiero wtedy, gdy zakład zaczyna pracować na 100%. Nagle okazuje się, że wentylacja nie nadąża z odprowadzaniem ciepła, niektóre elementy instalacji elektrycznej są przeciążone, a posadzka w najbardziej obciążonych strefach zużywa się szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Z punktu widzenia inwestora to trudna sytuacja – formalnie wszystko było odebrane i zgodne z projektem, a mimo to już po krótkim czasie trzeba dokładać pieniądze na poprawki.

Artykuł sponsorowany

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia przeglądania i zapewnić prawidłowe funkcjonowanie strony. Korzystając dalej z tej strony, potwierdzasz i akceptujesz używanie plików cookie.

Akceptuj wszystkie Akceptuj tylko wymagane